Aktualności akcji Mieszkanie Jak Nowe, edycja 2003

Betonowy raj

Gdy bogowie chcą kogoś ukarać - spełniają jego marzenia. Tak stało się także z pomysłami francuskiego projektanta - Le Corbusiera.

Ofiarami jesteśmy w tym przypadku my - mieszkańcy domów z wielkiej płyty.
" Architektura nie może zależeć od dobrej woli robotników na placu budowy. Architektura musi wyzwolić się ze średniowiecznego systemu budowania. Konstrukcje domów muszą być wykonywane w wielkich fabrykach, tam, gdzie jest możliwa dokładna kontrola jakości. Ogromna część procesu budowy powinna odbyć się na sucho z zastosowaniem naturalnych i sztucznych materiałów, a dom powinien być montowany na miejscu z gotowych elementów. Wielki przemysł musi opanować budownictwo...". - marzył Le Corbusiere.

Miasto idealne
Urbanistyka od dawna stawia przed sobą zadanie zaprojektowania doskonałego miasta. W starożytności były to idee miasta szachownicowego - wynikającego z prostopadłego do siebie przebiegu ulic. Z kolei w średniowieczu mamy do czynienia z układem gwiaździstym - centralnym placem i z rozchodzącymi się z niego gwiaździście ulicami. W renesansie miasta wpisywano w koło lub wielobok, a decydującymi czynnikami była budowa systemów fortyfikacyjnych.
W czasach rewolucji przemysłowej XVII i XVIII wieku pomysły na miasto idealne zostały przekształcone w ideę miasta utopijnego. Rozwój przemysłu, a zwłaszcza włókiennictwa spowodował ogromne zmiany społeczne. Żywiołowy napływ ludności wiejskiej przy braku infrastruktury technicznej sprawiał, że warunki bytowe ludzi pracy były straszne. Wtedy właśnie powstał pogląd nazwany komunizmem ascetycznym. Jego autorami są wielcy utopiści: Saint-Simon, Robert Owen i Charles Fourier. Uważali, że należy wyzwolić całą ludzkość - a wyzwolenie należało zacząć od stworzenia warunków bytowych klasie pracującej.

Karta Ateńska
Tymi szczytnymi, socjalistycznymi ideami karmiła się także opracowana w 1933 roku Karta Ateńska. "Po błędach ostatnich stu lat architektura musi wrócić znowu na służbę człowieka, musi porzucić ideowy pompieryzm, musi pochylić się nad jednostką i tworzyć dla niej urządzenia, które będą określać i ułatwiać jej życie..." - głosiło opracowanie z okazji Międzynarodowego Kongresu Architektury Nowoczesnej.
Karta nobilitowała "trzy marzenia urbanisty: słońce, przestrzeń i zieleń". Marzenia o mieście otwartym, bez kamiennych pustyń placów i mrocznych wąwozów ulic. Marzenia o mieście-ogrodzie, boć przecież "chcemy być uwolnieni od domu-monumentu, od domu, którego utrzymanie czyni człowieka niewolnikiem, a chcemy... domu otwartego... takiego, który życie czyni lżejszym, który pozwala na zetknięcie się w życiu z niebem i koronami drzew". Bo "pomniki naszych czasów to nie tylko szkoły, szpitale i budynki rządowe, ale przede wszystkim miasta-ogrody, parki ludowe, kąpieliska, biblioteki, w których zaspokojona zostanie ludzka tęsknota za przyrodą i kulturą..."- głoszono na kongresie.
Architektura i urbanistyka miały służyć człowiekowi. Życie przez nie ukształtowane miało płynąć w pięknych, bezpiecznych i demokratycznych miastach-ogrodach, podzielonych na rejony pracy, rozrywki, usług i wypoczynku...

Dom - maszyna
Działalność utopistów przyczyniła się więc do powstania na początku XX w. nowoczesnej urbanistyki, a zwłaszcza do powstania idei osiedla społecznego oraz miasta-ogrodu. Do tego doszła jeszcze walka z ornamentem na rzecz funkcjonalizmu. Hasłem przewodnim stała się prawda konstrukcji: piękno logiki budowy i logika matematycznego piękna. Tak, jak to było w gotyku z jego sklepieniem krzyżowo-żebrowym. "Użyteczność jest podstawowym prawem estetyki" - twierdził Bruno Taut w 1929 roku. "Piękne jest to, co użyteczne, bo tylko użyteczne jest piękne. Mniej znaczy więcej" - głosiło hasło grupy projektowej Bauhaus. Architekci i teoretycy prześcigali się w sugestywnych hasłach.
Najdalej jednak posunął się le Corbusier. Jego dewiza "dom - maszyną do mieszkania" zrobiła oszałamiającą karierę. Według le Corbusiera, dom upodabnia się do maszyny poprzez standaryzację i uprzemysłowienie jego produkcji, dobre wyposażenie i łatwą obsługę. Wszystko dla komfortu fizycznego i psychicznego człowieka.
Le Corbusier porzucił więc system metryczny jako zbyt abstrakcyjny i zastąpił go "Modulorem", czyli proporcjami, wyznaczonymi przez stojącą postać ludzką (183 cm) i tąż postać z podniesioną ręką (226 cm). Wszystkie wymiary mieszkania i domu były wypadkową stosowania tego modułu. Do tego postulował uprzemysłowienie budownictwa. Chciał też pozostawienie elewacji domów w surowym betonie. Bez kosztownych tynków i okładzin.
W osiedlu takich domów le Corbusier pomyślał o wszystkim: o ukrytych w zieleni zacisznych miejscach dla matek z dziećmi; o bezpieczeństwie przechodniów, łącząc poszczególne bloki zawieszonymi ponad jezdniami galeriami itp.

Przestrzenna jednostka mieszkaniowa

Polska wielka płyta narodziła się w latach 40 i 50-tych ubiegłego wieku. Po drugiej wojnie światowej pozostały ogromne moce w przemyśle betonowym. Do tego doszły potrzeby mieszkaniowe w zburzonych miastach. Nic więc dziwnego, że pomysły Le Corbusiera i modernistów stały się łatwym narzędziem ideologicznym w rękach systemu, który chciał społeczną równości i egalitaryzmu przenieść na obszar mieszkalnictwa.
Osiedle mieszkaniowe miało stać się więc obszarem wcielenia w życie idei produkcji masowej. Miała służyć temu standaryzacja bryły i technologii. Kiedy dołożyć do tego "normatywy" mieszkaniowe sformułowane w latach 50 i 60, można było zająć się "produkcją" mieszkań dla mas migrujących do wielkich zakładów przemysłowych budowanych na obrzeżach miast.
To przemysłowe podejście do architektury mieszkaniowej przejawiało się także w "maszynowym" języku używanym do opisu tego zjawiska. I tak człowiek stał się użytkownikiem, rodzina - jednostką społeczną, dom - przestrzenną jednostką mieszkaniową lub blokiem.
Nie budowano też sklepów, ale pawilony, ani nawet ulic tylko ciągi pieszo - jezdne. W nowych, rozrzuconych po obrzeżach osiedlach już raz wyalienowani ze swojego naturalnego otoczenia robotnicy alienowali się jeszcze dodatkowo. Zagubiono istotny element budowy tożsamości jakim jest centrum.
Wszystko więc poszło jakoś na opak. W planowanych przez modernistów zielonych enklawach spokoju zagnieździły się prostytutki. W galeriach pojawili się złodzieje i zboczeńcy, którym bezkolizyjny i świetnie rozplanowany system komunikacji pieszej pozwalał zniknąć w labiryncie osiedla. Na zielonych podwórkach pojawiły się ławeczki obsadzone przez ogolone głowy.

Bo tutaj jest jak jest
Osiedle z wielkiej płyty stało się jednym ze znaków rozpoznawczych naszego rejonu świata. Od Berlina po Władywostok można spotkać ten sam krajobraz betonowych pudełek w szczerym polu. Jest to rzeczywistość, w której wychowało się wielu ludzi z tego regionu Europy. Element tożsamości. Pewnie wraz z rozwojem cywilizacyjnym osiedla będą się wyludniać oraz zmieniać się będzie (na niekorzyść) struktura społeczna ich mieszkańców.
Ale jest w nie wpisana też pewna tożsamość społeczna i kulturowa, którą można opisać i pogodzić się z nią. Zaakceptować po prostu jako prosty fakt. Nie wszystkie obiekty tego funkcjonalistycznego myślenia to koszmary. Mają też swoją szlachetność i surową, minimalistyczną estetykę, która ukształtowała już miliony ludzi. Mają ona też swoją siłę kulturotwórczą, którą widać szczególnie w ostatnich latach. Można się na ten temat spierać. Jedno jednak jest pewne, że milionów mieszkań w budynkach z wielkiej płyty nie da się z dnia na dzień zamienić na inne - lepsze. Trzeba więc o nie dbać i udoskonalać tak, jak się da. A da się na pewno. Zanim wszyscy trafimy do kolejnego nowego i wspaniałego świata. Wybudowanego tym razem za własne pieniądze.

Krzysztof Sołoducha







Powrót do Aktualności


Powiadamianie o nowościach w serwisie - wpisz swój e-mail:
Zapisz na listę Usuń
© 2000 - 2001
KLAXON Communications

e-mail: kontakt@klaxon.pl